wtorek, 17 listopada 2015

Krzesimir Dębski


W zabytkowych wnętrzach miejscowego pałacyku w Chrzęsnem, gospodyni Anna Kękuś Poks gościła nas i wybitnego polskiego artystę muzyka, kompozytora Krzesimira Dębskiego.Światowej sławy gość prezentował nam na slajdach swoją twórczość, a także grał i śpiewał.Niezwykle skromny, kontaktowy kompozytor wielu znanych melodii do filmów, a nawet do filmu Charle Chaplina co mogliśmy zobaczyć i podziwiać.Na koncercie nie mogło zabraknąć studentów UTW. Nasi słuchacze nie opuszczają takich wspaniałych okazji do poznania tak wspaniałych utalentowanych osobowości. Wieczór upłynął nam na pogaduszkach przy herbatce i zwiedzaniu pałacyku.Gospodyni pani Anna zaprosiła nas za miesiąc. Będziemy gościć Stanisława Tyma. Dziękujemy. Będziemy,



piątek, 16 października 2015

Wspaniałe popołudnie

Elżbieta Bednarczyk
Aktorka, tancerka, poetka, reżyserka
Polka i Australijka
Pięknie recytowała swoje wiersze, opowiadała i udokumentowała  na slajdach jak wspaniale żyje się w Australii.
Opowiadała jak wygodnie i dostatnio żyją bezrobotni.
Jak czyste jest powietrze i żywność bez chemii.
Jak ludzie żyją bez stresu i wciąż są uśmiechnięci
Mimo 68 lat tańczy bez wysiłku i z wielką gracją
A my panią Elżbietę podziwialiśmy a potem razem tańczyliśmy.
Dziękujemy Pani Elu za wspaniałe popołudnie

sobota, 12 września 2015

Lato w mieście

Lato w mieście

Współpraca wszystkich instytucji, to jest to, co mieszkańcom naszej społeczności jest potrzebne, jak powietrze i woda.

W tym roku po raz pierwszy od wielu lat spędziłam lato w mieście.
Tak się złożyło. Byłam przekonana, jak wielu innych mieszkańców że będę się nudzić. Ku mojemu zdziwieniu, wcale się nie nudziłam, wręcz przeciwnie dobrze się bawiłam.  A to za sprawą naszych organizatorów OPS, KIS i CKSiR pod patronatem burmistrzów i gminy.  Opowiem wam (z mojej perspektywy) jak spędzali mieszkańcy lato w naszym mieście.
Już w maju zapowiadało się ciekawie.
Początek maja jak wiadomo to w naszym kraju długi weekend.
2 maja…. to święto flagi, miasto udekorowane flagami pięknie się prezentowało, ale było też mnóstwo atrakcji takich jak spektakl ,,Kłamstwa Kozy’’ który przedstawiał zespół PINOKIO z Nowego Sącza, dla dzieci i młodzieży, a dla dorosłych były  inne  atrakcje, wystawy, grille, zabawy na świeżym powietrzu.   Każdy mógł wybrać coś dla siebie. To nie wszystko, gdyż  nazajutrz czekały dla mieszkańców inne atrakcje, bo i święto miało nieco inny charakter.
3 maja to była 224 rocznica uchwalenia Konstytucji.
W kościele Przemienienia Pańskiego rozpoczęliśmy świętowanie Mszą Świętą. Przy akompaniamencie chóru Lux Mea  Msza Święta miała szczególną oprawę i wyjątkową doniosłość. Po zakończeniu ceremonii poczułam się jakbym wychodziła z filharmonii. Zapewniam to nie była tylko moja fantazja.  Była to uroczystość którą trzeba przeżyć.
 Atrakcji ciąg dalszy uświetniała Młodzieżowa Orkiestra Dęta pod batutą Sławomira Łagockiego poprowadziła mieszkańców w korowodzie ulicami miasta. Miło popatrzeć i posłuchać jak utalentowaną mamy młodzież. Na tym nie stanęło, święto  3 maja zwieńczył koncert w wykonaniu studentów Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki z  Gdańska. To był wspaniały dzień, uroczysty pełen patriotyzmu.
Wzruszająca i przepełniona patriotyzmem była inscenizacja pod tytułem ,,w obronie Konstytucji 3 maja’’ zorganizowana przez Stowarzyszenie AB OVO z Olą        na czele. W tym miejscu trzeba wspomnieć o wielkim wkładzie pracy w rekonstrukcję Jarosława S. Podziwiałam jak mieszkańcy z wielkim zaangażowaniem włączyli się do odtwarzania naszej historii. To był wspaniały spektakl na świeżym powietrzu.
Miesiąc maj obfitował w wiele atrakcji w naszym mieście.
Dzieci nie wiedziały którą atrakcję wybrać.
Zajęcia taneczne czy kolażu, ceramiczne czy plastyczne, fotograficzne czy piłkę nożną.   Na brak atrakcji nie narzekały ani dzieci, ani dorośli. Organizatorzy prześcigali się w pomysłach.
W muzeum Ziemi  było wiele wystaw z których chętnie korzystałam.
Państwo Apolonia i Tadeusz  dbają o historię naszego miasta. Tam utrwalamy naszą historię, bo pamięć jest zawodna zwłaszcza w moim wieku.
W Bibliotece Publicznej  było wiele koncertów połączonych z wystawą, lub promocją książki. Bywałam na każdym. Zapewniam każdy zasługiwał na uznanie. Dyr. Bogusia B zna gusta mieszkańców, wie jak nam sprawić przyjemność.
Pod koniec maja było święto Działacza Kultury. W CKSiR  zorganizowano koncert piosenki francuskiej. Magdalena Tunkiewicz  i Wojciech Bardowski zaśpiewali piosenki Edith Piaff. Och co to był za koncert!!! Paryż, Wieża Eiffla,  Pola Elizejskie, prawdę mówiąc przypomniały mi się lata młodości. Och ta młodość!!! Tak szybko przeminęła!!!  
 Niezapomniany był też koncert na dzień Matki który odbył się w szkole w nowej sali gimnastycznej, a zorganizowała go dyr. Emilia . Każda mama wyszła z tego koncertu wzruszona i szczęśliwa, ten koncert poruszył każde serce.
Hucznie w tym roku obchodziliśmy ,,Dzień Dziecka’’ ,,Dzień Mamy i Taty’’ atrakcji było co nie miara, zapewniam, jak nigdy dotąd.
Ale to nie wszystko. Były dni miasta i to aż trzy dni, każdego dnia inne atrakcje. Od najmłodszych do najstarszych. Dla siebie wybrałam dwa dni które spędziłam na stadionie z mieszkańcami biesiadując.
Na zakończenie UTW  też mieliśmy wspaniałą zabawę. Były nagrody, podziękowania, ale i hulanki też. Mimo że rok akademicki zakończony, to nasze spotkania trwały nadal. Spotykaliśmy się na rajdach rowerowych, wycieczkę do Rudnik na Nordnic Walking w poszukiwaniu kwitnących nenufarów zorganizowała nam Kasia R nasza rektor UTW.
Pod koniec wakacji jak co roku świętujemy dożynki.
Dziękujemy rolnikom za ich trud, ciężko wypracowane zboże na chleb powszedni. Nasi gospodarze gminy stanęli na wysokości zadania i zgotowali nam dożynki jakich jeszcze nie było.
A wieczorem obejrzeliśmy wspaniały koncert Czadomana.
Co niektórzy zdobyli nawet autografy artystów.
Co roku od sześciu lat spotykamy się na stadionie na ,,Bieg Bobra’’
Wśród studentów jest biegaczka której kibicujemy, ale jest nas też dużo uprawiających Nordic Walking i tam właśnie reprezentujemy UTW. Po pięciokilometrowym marszu byliśmy zmęczeni ale i zadowoleni. Szybko zregenerowaliśmy siły, bo wieczorem czekała na nas cudowna zabawa w ogródku jordanowskim. Dzieci miały możliwość obejrzeć spektakl Teatru Animacji FalkoShow  pt iluzja marionetki. Następnie wystąpiła  Młodzieżowa Orkiestra Dęta  która  dynamicznie przygrywała utwory muzyki rozrywkowej. Wysłuchaliśmy też pięknego śpiewu Marleny Bujniak i Kamila Śledziewskiego.
Stowarzyszenie Kobra zaprezentowało sztuki walki i samoobrony.
Dodatkowo mogliśmy posłuchać zespołu MAK i jego pięknych utworów muzyki etnicznej.
Tańce były do późna.
Na koniec lata jak i na początku coś patriotycznego. Pojechałam pod pomnik poległych na Konarach, tam odbyła się Msza święta polowa, po czym uroczyście złożyliśmy kwiaty.
W części artystycznej wysłuchaliśmy koncertu patriotycznego w wykonaniu Wojciecha Bardowskiego. Do śpiewania włączyli się  wszyscy.   
Następnego dnia w bibliotece było narodowe czytanie. Tym razem Lalka Bolesława Prusa. Miło posłuchać jak inni czytają dla nas. Lektorzy czytali świetnie.   Poczułam się jak dziecko które słucha przed snem bajeczki. Miłe wspomnienie.
W naszym mieście zaczyna być tradycją piknik pszczeli. Toteż pszczelarze zaprosili na niedzielne południe, zorganizowali to bardzo ładnie.
Po Mszy św. W kościele Przemienienia Pańskiego koncert organowy w wykonaniu Jarosława Wróblewskiego organy i Agnieszki Kaćmy flet. Po koncercie kiermasz produktów pszczelich, degustacja miodów, zabawy, integracja społeczności.             Tak właśnie ludzie w społeczności spędzają miło czas.                                                       To nie wszystko tego lata.
Strażacy zapraszają na swój jubileusz 100-nej rocznicy.
Muzeum już zapowiada wystawę z tejże rocznicy.
Potem rocznica szkoły podstawowej też zapowiada się ciekawie.
 Zapewniam was że się nie nudziłam w mieście.
Mieliśmy wiele spotkań w społeczności , jak i wiele spotkań klubowych. Imprez urodzinowych, imieninowych, po prostu imprez integracyjnych
O rety a ja nie miałam czasu wyjechać. Za chwilę początek roku akademickiego!
Jak widać współpraca pomiędzy instytucjami pod  patronatem gminy i burmistrzów  służy mieszkańcom miasta i całej gminy.





sobota, 7 lutego 2015

Moje pięć minut

2010-2015
Choć miałam swoje 5 minut, to po gafach które popełniłam nieprzyjemny zapach pozostanie na długo. Oby nie na zawsze.
Zaczynam nowy okres w swoim życiu                                                             Rok 2010 to początek  mojego  wieku emerytalnego.
                                                                                                                                              Oj namieszało się wiele w moim życiu, a teraz czas oderwać się od codzienności i pomyśleć o sobie.     Do tej pory na pierwszym miejscu był dom rodzina dzieci i jakaś tam praca w której nie zawsze czułam się dobrze                                                                                                                     Teraz mam nadzieję na zmiany. Lepsze życie, bo dla siebie.                                                                                                                                                   Wraz z emeryturą zapisałam się do UTW. Nie ukrywam liczyłam na dobrą              zabawę, choć nie wiedziałam czego mam się                                                                                                    spodziewać.                                                                                                                                                                            Do UTW przyszłam z koszykiem wiedzy której  nikt nie znał                                                                                                                                                                                                                                                            Także z bagażem doświadczeń z którymi poradzić sobie nie mogłam w                 samotności.                                                                                                   
     Miałam nadzieję że w grupie będzie mi łatwiej.                                                
Pokazałam założycielom UTW że umiem robić filmiki, byli zachwyceni.                               Za to uczestnicy? podziwiali co prawda filmik, ale ploteczki      czy to z zazdrości czy to zawiści poszły, że chcę zrobić karierę.                                                                                                                                              Jaką miałam zrobić karierę? Tego nie powiedzieli.
W następnych latach chciałam się rozwijać uczyłam się pisać projekty.                                Jeden nawet napisałam dostałam granty zrealizowałam do końca.                                                                                                                             Ale nie dogodziłam wszystkim.                                                                                   Pomyślałam ,,jeszcze                                                                                                                                  się taki nie urodził co by wszystkim dogodził.                                  Próbowałam uczyć się dalej, robiłam zdjęcia, klipy, do klipów  wklejałam wywiady, to było coś nowego. Robiłam kronikę z całych czterdziestu lat Uśmiechu Jesieni. Też było wiele zawiści i zazdrości, ale i kilka pochwał. Dla tych kilku pochwał warto było się starać.            A moja psychika dochodziła powoli do równowagi.
Po śmierci w rodzinie znowu wpadłam w dołek. Było trudno. W Okół siebie miałam mnóstwo ludzi, ale ani jednego człowieka.                                                                        Musiałam poradzić sobie sama.
Żeby nie siedzieć w domu czy leżeć w łóżku wychodziłam z domu, do klubu,  aby z domu.
Niektórzy do dziś dziwią się że śmierć w domu a ja uciekam z domu. A to było dla mojego dobra.                                                                                                                              W Centrum Kultury było mnóstwo zajęć. Zaczęto realizować nowe projekty.
Poszłam.  zapisałam się, chodziłam uczyłam się, a na koniec ciężko się napracowałam.
Poproszono mnie aby zrobić z każdego projektu filmik to było trudne, trzy projekty jednocześnie realizowane. Na większości warsztatach powinnam być, żeby wiedzieć o czym robić filmik. A na koniec zrobić nie powielając zdjęć w projektach.                             Udało się. Napracowałam się solidnie. Ale i podziękowań było dużo.                               Choć bez docinków zazdrośników się nie obeszło.
Rok 2014 upłynął pod znakiem ciężkiej twórczej pracy.
Ale!!!
Początek roku 2015 był fatalny.
W UTW zaczęto mnie omijać.                                                                                        Pomyślałam że za dużo czasu spędziłam ostatnio w Centrum Kultury czy w Muzeum.
A może jest coś o czym nie wiem?
Ludzie w Okół mnie stali się skryci, oziębli, obcy.
Poczułam się  z tym źle. Taka niepotrzebna. Odizolowana.
Na nikogo nic nikomu nigdy nie mówiłam. O plotkach mowy być nie może.
Nie minął miesiąc nowego roku i popełniałam gafę jedną za drugą.
Jeszcze ten wpis na facebooku. Co mnie podkusiło?.                                                                To pewnie skumulowała się cała frustracja. Odizolowania i podziału.
Dostałam burę, wielką burę przy całej radzie programowej. Spodziewałam się tego gdyż wcześniej słyszałam że w OPS aż huczy na mój temat. O to żalu nie mam zasłużyłam sobie.
To bolało. Nie dlatego że  dostałam  burę, byłam na to przygotowana, ale dlatego że nie pozwolono dojść mi do słowa.
Nie pozwolono mi się wytłumaczyć. Próbowałam wtrącić słowo ale nie miałam sił krzyczeć.
Nie zamierzam zasłaniać się chorobą, ani użalać się nad sobą.
Zrozumiałam że mój czas się skończył.                                                                                  Teraz przyszli nowi ludzie z nowymi pomysłami.
Już widzę że Ci ludzie już na starcie są bardziej doceniani niż Ci którzy zaczynali w 2010 roku. Wcale nie mam na myśli siebie, są bardziej twórczy ludzie.                          Życzę im satysfakcji z udziału w UTW a sobie spokoju                      wewnętrznego.                
Z perspektywy patrząc miałam swoje 5 minut jak to się zwykło mówić.
Mimo wszystko zamierzam nadal uczestniczyć w wykładach, korzystać z wyjazdów do teatru, a także we wszystkich projektach do których się zakwalifikuję.
 Mam jeszcze jedno marzenie, chciałabym nauczyć choć kilka osób robić takie klipy-filmiki jak ja umiem, chciałabym coś po sobie zostawić. Mam nadzieję że zdążę.
Mam nadzieję że mi się to uda.

nie kopiuj prawa autorskie

sobota, 17 stycznia 2015

Rozmowy w podróży

W pociągu siedzę sama rozwiązuję krzyżówkę czekam na odjazd pociągu.
W ostatniej chwili wpadają dwie panie najwidoczniej znajome tylko z pociągu wnioskując z dalszej rozmowy. Siadają naprzeciw mnie i zdyszane jeszcze spieszyły się żeby zdążyć przed odjazdem pociągu, zaczęły przyjaźnie rozmawiać. Już myślałam że nie zdążę na pociąg mówi blondynka do brunetki.                  Miałam księdza z wizytą i tak się zagadaliśmy siedział ze czterdzieści minut.
Brunetka
A o czym z księdzem można tak długo rozmawiać?
Blondynka
Nie wytrzymałam i wygarnęłam księdzu co mi leży na wątrobie.
Brunetka zdziwiona
Taaaaak?? A co się u was dzieje że trzeba księdzu  wygarniać?
Blondyna
Ach  żachnęła się, co pójdę do kościoła na mszę to słyszę jak to proboszcz czatuje z kimś na portalach i jak to wygadują księdzu że ma kochanki.
Co mnie to obchodzi. Ja idę do kościoła wyciszyć się posłuchać słów nawiązujących do ewangelii, a nie ile jakiś tam ksiądz ma kochanek.
Wie pani był już u nas taki ksiądz co miał kochankę, tu, u nas na miejscu, i to mężatkę. Mąż się o tym dowiedział, ale to już trwało ze trzy miesiące. Aferę taką zrobił i to w pasterkę jak ksiądz mówił kazanie o moralności, to ten mąż wcześniej podpiwszy podszedł do księdza wziął go za szaty  zaczął nim potrząsać i krzyczeć, że taki ksiądz nie powinien mówić o moralności, bo sam posuwa cudze żony. Ksiądz wyrwał się jakoś z objęć męża dał nurka na zakrystię zamknął się od środka.  Mąż dobijał się jeszcze kilka minut potem sobie poszedł mamrocząc coś pod nosem zdenerwowany. A ludzie mieli ubaw. Niektórzy nie wiedzieli o co chodzi dopytywali się. Inni patrzyli z politowaniem na męża.
Brunetka słuchając zrobiła wielkie oczy
Taaaak i co dalej?
Blondynka
No cóż ksiądz więcej się nie pokazał ludziom na oczy.
Brunetka
A co z tą żoną?
Blondynka
Wróciła do męża. Kochanek zwiał to i mąż dobry.
Brunetka kręciła głową z niedowierzaniem.
Blondynka

Tak że wracając do księdza po kolędzie, też powiedziałam mu że ludzie się śmieją  z wywodów na czacie, i żeby powiedział proboszczowi że parafianie sobie nie życzą słuchać plotek z ambony.
poczytaj  oceń ale nie kopiuj prawa autorskie

czwartek, 15 stycznia 2015

Ploteczki

Jak myślisz? czy masz w swoim ośrodku lekarza któremu możesz zaufać?
czy chodzisz tylko po receptę?

Co pewien czas wsiadam w pociąg i jadę do stolicy. Załatwiam sprawy  zdrowotne u specjalistów, ale wpadam  też i  z wizytą do dzieci.

Przyszłam na stację i czekam, jak większość pasażerów, pociąg się spóźnił,   ostatnio bardzo często to się zdarza. Zimno wszyscy zmarznięci, ale ludzie to rozumieją bo inwestycje na torach są ogromne.
Doczekaliśmy się wreszcie, każdy biegł aby znaleźć miejsce siedzące i udało, się w moim przedziale już nie ma miejsc siedzących, ludzie idą dalej szukać wolego miejsca.
W pociągu duszno chyba ze 30st Celsjusza nie ma czym oddychać, ale nikt nie próbuje otworzyć okna każdy skostniały z zimna chce się ogrzać.
Po kilku minutach zrobiło się ciepło pasażerowie zaczęli się rozbierać i nawiązywać rozmowy. Naprzeciw mnie usiadły dwie młode panie w wieku około 30-35 lat i zaczęły rozmowę …. rozebrać się trochę trzeba, bo można się przeziębić, a lekarzy u nas dobrych nie mamy, zwłaszcza w naszym mieście. Powiedziała blondynka do brunetki.

Wie pani ja wiem co mówię. Pewnego razu  zaczęły mi drętwieć części ciała, czoło, policzki, usta, poszłam do ośrodka tam przyjmował lekarz (tu wymieniła i opisała w którym gabinecie bo nazwiska zapomniała) czekałam w kolejce dwie godziny z hakiem, weszłam wreszcie mówię niewyraźnie (usta mam na wpół zdrętwiałe)z czym przyszłam, lekarz na mnie popatrzył i powiedział cyt. Niech pani poczeka bo ja mam teraz przerwę obiadową.  Popatrzyłam na lekarza zaniemówiłam z wrażenia i wyszłam. Po chwili podeszła do mnie pielęgniarka i pyta co mi jest dlaczego ja nie jestem w gabinecie u lekarza? To jej wybełkotałam co mi lekarz powiedział, że ma przerwę obiadową a ja mam wyjść i poczekać. Pielęgniarka zrobiła wielkie oczy ale nic nie powiedziała zaprowadziła mnie do gabinetu zabiegowego i wyszła najwidoczniej po innego lekarza. Ale ja nie czekając na lekarza zadzwoniłam po karetkę. Dyżurny z drugiej strony telefonu pytał o adres podałam Ośrodek zdrowia więc dyżurny pyta czy tam nie ma lekarza? Ja mówię jest ale kazał mi czekać bo on idzie na obiad.  Po chwili wpada pielęgniarka z innym lekarzem ale odpowiedziałam że już zadzwoniłam po karetkę i żadnej pomocy nie chcę od żadnego lekarza w tym ośrodku. Przyszedł też lekarz co to miał przerwę obiadową chciał się mną zająć zdążył zjeść obiad, ale odmówiłam, bardzo zdenerwowany wyszedł, a po mnie przyjechało pogotowie. Takie to doświadczenie miałam z lekarzami w naszym miasteczku. Wypisałam się z tego ośrodka i poszłam 20km dalej ale do lekarza któremu można zaufać. I panie wymieniły się adresami lekarza któremu można zaufać a ja byłam pomocna, użyczyłam karteczki i długopisu do zapisania numeru telefonu i adresu.
Nie kopiuj prawa autorskie