Niech mamy Zdrowie Nowy Roku, niech Nas zawsze otaczają Przyjaciele,
i........
już.......
wystarczy.
Pięknego Nowego 2013 Roku Wszystkim życzę
piątek, 28 grudnia 2012
sobota, 22 grudnia 2012
niedziela, 16 grudnia 2012
czwartek, 15 listopada 2012
90 lat Zosi
dziś byłam na przyjęciu urodzinowym, w naszym klubie mamy wielu seniorów ale Zosia właśnie skończyła
90 lat
prawda że pięknie się prezentuje jak na swój dojrzały wiek?
Były życzenia. toasty i śpiewy wszyscy podziwiali kondycję jubilatki która przyszła do klubu z kijkami
Jubilatce życzymy jeszcze wielu lat w zdrowiu i szczęściu
90 lat
prawda że pięknie się prezentuje jak na swój dojrzały wiek?
Były życzenia. toasty i śpiewy wszyscy podziwiali kondycję jubilatki która przyszła do klubu z kijkami
Jubilatce życzymy jeszcze wielu lat w zdrowiu i szczęściu
poniedziałek, 5 listopada 2012
Przypowieść
"Mistrz wraz ze swoim uczniem idzie do świątyni na modlitwy. W tym czasie nie wolno im nawet spojrzeć na kobietę. Kiedy dochodzą do rwącej rzeki, stoi tam młoda i piękna dziewczyna, która boi się przez nią przejść. Mistrz bierze ją na plecy i przenosi. Potem się rozchodzą. Mistrz z uczniem idą dalej. Po trzech dniach wędrówki uczeń pyta, mistrzu dlaczego ją przeniosłeś, a mistrz odpowiada, ja przeniosłem ją tylko przez rzekę, a ty niesiesz ją do tej pory".
piątek, 2 listopada 2012
I MAZOWIECKIE FORUM UTW
Pokażę Wam jak spędziłam weekend!! zapewniam to był pracowity weekend!!
zamiast rozpisywać się pokażę Wam fotki ewentualnie dodam króciutki komentarz do fotki zapraszam!!!
Pierwsze Mazowieckie Forum Uniwersytetu Trzeciego Wieku które odbyło się w Warszawie w ratuszu ul. pl. Bankowy 3/5
nawiązały się kontakty, posypały się zaproszenia i wymiana doświadczeń obu stron.
w Bibliotece Uniwersyteckiej przy ul. Krakowskie Przedmieście też mieliśmy wiele spotkań, warsztatów, poszerzenia wiadomości i okazja do szerszej współpracy z innymi uniwersytetami
Był też czas wolny na rozrywkę kulturę i ewentualne przyjaźnie między uniwersytetami.
poniżej teatr uniwersytetu trzeciego wieku na ,,Targówku''
krótki spacerek po starówce i powrót do domu, dwa dni ciężkiej pracy ale i przyjemności.
Miło mi Cię gościć, zdjęcia robiłam sama i nie retuszowałam, lubię fotki naturalne, i cała reszta też moja
pozdrawiam i zapraszam częściej.
zamiast rozpisywać się pokażę Wam fotki ewentualnie dodam króciutki komentarz do fotki zapraszam!!!
Pierwsze Mazowieckie Forum Uniwersytetu Trzeciego Wieku które odbyło się w Warszawie w ratuszu ul. pl. Bankowy 3/5
nawiązały się kontakty, posypały się zaproszenia i wymiana doświadczeń obu stron.
w Bibliotece Uniwersyteckiej przy ul. Krakowskie Przedmieście też mieliśmy wiele spotkań, warsztatów, poszerzenia wiadomości i okazja do szerszej współpracy z innymi uniwersytetami
Był też czas wolny na rozrywkę kulturę i ewentualne przyjaźnie między uniwersytetami.
poniżej teatr uniwersytetu trzeciego wieku na ,,Targówku''
krótki spacerek po starówce i powrót do domu, dwa dni ciężkiej pracy ale i przyjemności.
Miło mi Cię gościć, zdjęcia robiłam sama i nie retuszowałam, lubię fotki naturalne, i cała reszta też moja
pozdrawiam i zapraszam częściej.
poniedziałek, 22 października 2012
Intuicja
Mam o wiele większe zaufanie do intuicji, niż do rozumu.
Bo rozum podlega manipulacji, a i tak jesteśmy wystarczająco manipulowani żyjąc w koniunkturalnym społeczeństwie (Maria Szyszkowska)
Najprościej intuicję można określić jako zdolność do wyciągania wniosków czy znajdowania rozwiązań nie mając ku temu bezpośrednich logicznych i racjonalnych podstaw. To takie poczucie, że "wiem, ale nie wiem skąd". Z kolei Helen Fisher, badaczka zajmująca się miłością romantyczną i jej neurologicznymi podstawami, stoi na stanowisku, że jednak natura wyposażyła w intuicję lepiej kobiety niż mężczyzn. Pisze ona, że kobiety mają lepszą zdolność w dostrzeganiu różnego rodzaju niuansów w postawie ciała, gestach, mimice i tonie głosu. Bierze się to między innymi z lepszego połączenia między półkulami mózgowymi. Dodatkowo okazuje się, że kobiety są lepsze w odczytywaniu sygnałów ze swojego ciała - bo ciało reaguje jako pierwsze na sygnały emocjonalne. "Mam przeczucie" i mam je w ciele.
po prostu wiem. Z grubsza można powiedzieć, że zjawisko polega to na tym, że pewne informacje docierają do naszego umysłu, ale nie są rejestrowane świadomie.
--Intuicja odnosi się do sądów, które :
- nagle pojawiają się w świadomości,
- wypływają z przyczyn, których nie uświadamiamy sobie w pełni,
- są na tyle wyraźne i naglące, że skłaniają nas do działania (Gigerenzer, G. 2009 s. 26).
--------Intuicja opiera się na dwóch elementach:
- na ogólnych regułach, które wykorzystują
- ukształtowane w toku ewolucji zdolności mózgu.
Klimuszko uważał, że intuicja pokrywa się częściowo z jasnowidzeniem, wtedy mówi się o przypadkach szóstego zmysłu, rzeczy, których nie można pojąć przez
uczenie się, doświadczenia oraz pięć zmysłów. (Ojciec Andrzej Klimuszko, franciszkanin, obdarzony darem jasnowidzenia, wizjoner, medium, zielarz). Są hipotezy, że
pojmowana w tej formie intuicja ma związek ze spostrzeganiem bodźców podprogowych lub postrzeganiem pozazmysłowym. Czy zaufać swej intuicji? Myślę, że warto próbować. Czasem intuicyjne poczucie jest zamglone na przykład przez lęki i obawy. Czasem intuicja podpowie źle, bo tak czy inaczej było zbyt mało danych. Ale warto wsłuchiwać się w siebie i w impulsy, które przychodzą, zanim zdążymy wszystko przeanalizować na wszelkie sposoby. W końcu, jeśli jest to jakaś zdolność, to trzeba ją ćwiczyć, by stawała się coraz bardziej sprawna.
piątek, 19 października 2012
Kamień
Pewna mądra kobieta podczas wędrówki po górach znalazła w strumieniu cenny kamień. Następnego dnia napotkała podróżnika, który był bardzo głodny. Mądra kobieta otworzyła tedy torbę i podzieliła się z nim swoim jedzeniem. Głodny człowiek dostrzegł drogocenny kamień w jej tobołku, zachwycił się nim, po czym zwrócił się do niej z prośbą, by mu go podarowała. Mądra kobieta zrobiła, jak prosił, bez chwili zwłoki.
Podróżnik odszedł, radując się swoim szczęściem. Wiedział, że dostanie za ten klejnot taką furę pieniędzy, że już do końca życia nie będzie musiał martwić się o swoją strawę.
Po kilku dniach powrócił wszakże w to samo miejsce w poszukiwaniu mądrej kobiety. Kiedy ją już odnalazł, zwrócił jej kamień i powiedział: "Dużo myślałem. Wiem, że ten klejnot jest bardzo wartościowy, ale oddaję ci go w nadziei, że podarujesz mi coś o wiele bardziej cennego. Jeżeli możesz, ofiaruj mi tą rzecz, która pozwoliła ci dać mi ten kamień"
poniedziałek, 15 października 2012
Emocje
Czy kiedykolwiek miałeś problem ze swoim temperamentem?
Czy kiedykolwiek powiedziałeś o kilka słów za dużo?
Czy kiedykolwiek żałowałeś pochopnych decyzji?
….Dowiedz się, jak stać się prawdziwym mistrzem swoich emocji.
Istnieją cztery podstawowe strategie, za pomocą których ludzie radzą sobie z własnymi emocjami. Które zastosowałeś dzisiaj ty
1. UNIKANIE:
Wszyscy chcemy unikać bolesnych emocji. W rezultacie większość ludzi próbuje unikać sytuacji mogących wywoływać emocje, których się boją, lub, co gorsza, usiłują w ogóle nie odczuwać żadnych emocji! Jeśli na przykład obawiają się odrzucenia przez innych, będą unikać sytuacji, która może doprowadzić do tego, że ktokolwiek NIE MOŻNA UNIKNĄĆ UCZUĆ. 0 wiele skuteczniejszym sposobem jest nauczenie się, jak znajdować pozytywne znaczenia ukryte głęboko w uczuciach, które kiedyś uznawałeś za negatywne. ich odrzuci.
2 ODRZUCENIE
Drugim sposobem radzenia sobie z emocjami jest przyjęcie strategii odrzucania, zaprzeczania im. Ludzie często próbują zdystansować się do swoich emocji mówiąc: ;;W końcu to nie boli aż tak bardzo.” Tymczasem dalej wzniecają W sobie ogień myśląc, jak straszne jest wszystko wokół, jak bardzo ktoś ich wykorzystał, jak wszystko im się psuje, choć tak bardzo się starają. Ciągle podsycają ten ogień, wciąż zadając sobie pytanie, dlaczego to musiało się przytrafić właśnie im. Innymi słowy zupełnie nie zmieniają sposobu myślenia i wciąż zadają sobie te same niszczące pytania.
.JEŚLI WIADOMOŚĆ PRZEKAZYWANA CI PRZEZ SYSTEM EMOCJONALNY POZOSTAJE BEZ ODPOWIEDZI, EMOCJE ZWIĘKSZAJĄ SWOJE NATĘŻENIE. STAJĄ SIĘ CORAZ INTENSYWNIEJSZE, AŻ WRESZCIE POWODUJĄ BÓL, BY W TEN SPOSÓB ZWRÓCIĆ NA SIEBIE UWAGĘ.
3. RYWALIZACJA.
Wielu ludzi przestaje w końcu walczyć z negatywnymi emocjami, całkowicie się im poddaje i postanawia oddać się cierpieniu. Zamiast szukać pozytywnych stron przekazu emocjonalnego, intensyfikują własne emocje i czynią je dotkliwszymi jeszcze, niż naprawdę są. Staje się to ich „znamieniem odwagi” i zaczynają rywalizować z innymi: „Mówisz, że ci źle? To posłuchaj, w jakim piekle ja muszę żyć!” Staje się to dosłownie częścią ich osobowości, ich sposobem na niepowtarzalność. Zaczynają chełpić się tym, że jest im gorzej niż wszystkim pozostałym.
Jak pewnie się domyślasz, to najgroźniejsza pułapka ze wszystkich.
Takiego podejścia należy unikać za wszelką cenę, ponieważ staje się ono samospełniającą się przepowiednią
Jeśli chcesz, by twoje życie naprawdę ci służyło, musisz sprawić, by emocje pracowały na twoją korzyść. Nie uciekniesz od nich. Nie możesz ich wyłączyć, nie możesz ich trywializować ani oszukiwać się co do ich znaczenia. Nie możesz też pozwolić, by niepodzielnie panowały nad twoim życiem. Emocje, nawet te chwilowo bardzo bolesne, są jakby wewnętrznym kompasem wskazującym na działania, które musisz podjąć, by osiągnąć swoje cele. Bez umiejętności odczytania wskazań tego kompasu będziesz do końca życia zdany na łaskę i niełaskę każdej psychicznej burzy, która pojawi się na twojej drodze.
EMOCJE, KTÓRE KIEDYŚ UZNAWAŁEŚ ZA NEGATYWNE, SĄ W RZECZYWISTOŚCI WEZWANIEM DO DZIAŁANIA.
MUSISZ ZROZUMIEĆ, ŻE WSZYSTKIE EMOCJE, KTÓRYCH DOŚWIADCZASZ W TEJ WŁAŚNIE CHWILI, SĄ WIELKIM DAREM, SĄ TWOIM PRZEWODNIKIEM, STANOWIĄ SYSTEM WSPOMAGANIA I WEZWANIE DO DZIAŁANIA. JEŚLI TŁUMISZ WŁASNE EMOCJE I PRÓBUJESZ JE WYELIMINOWAĆ LUB JEŚLI JE POWIĘKSZASZ I POZWALASZ, BY ZAPANOWAŁY NAD WSZYSTKIM, ROZTRWANIASZ JEDNO Z NAJCENNIEJSZYCH ŹRÓDEŁ ŻYCIOWEJ SIŁY
TY SAM JESTEŚ ŹRÓDŁEM WSZYSTKICH SWOICH EMOCJI. WŁAŚNIE TY JE TWORZYSZ.
NIE MUSISZ MIEĆ ŻADNEGO SPECJALNEGO POWODU, BY CZUĆ SIĘ DOBRZE. MOŻESZ PO PROSTU POSTANOWIĆ, ŻE NATYCHMIAST POCZUJESZ SIĘ WSPANIALE, A TO DLATEGO, ŻE ŻYJESZ, DLATEGO, ŻE TAK CHCESZ
niedziela, 14 października 2012
Przyjaźń to prezent
każdy z nas chciałby mieć prawdziwego przyjaciela. bo mieć przyjaciela to jakby w twoim życiu wschodziło słońce, niebo się rozjaśniło.
przyjaciel to zaufanie to ktoś kto bierze mnie z wadami i zaletami. patrzy na mnie ciepłymi oczyma, oświetla mi drogę dobrymi radami. jest zawsze przy mnie, lub krok przede mną, a kiedy płaczę siedzi w milczeniu i tylko czuję jak swym zatroskanym ramieniem otula mnie mocno.
Nie płacze z tobą, bo nie potrafi, ale też nie liczy minut, nie myśli że czas który ci poświęca jest czasem straconym. Przyjaciel to połówka mojej duszy, on zna jej zakamarki i choć czasami masz splątane myśli zawsze znajdzie ich początek i poukłada je jak kwiaty w bukiety. przyjaciel powie ci prawdę choć słowa są zimne, lecz spróbuje je ogrzać w dłoniach, jak dobre stare wino które powoli wpływa do naszych żył, w dzisiejszych czasach gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, uda ci się spotkać na swej drodze takiego człowieka to znalazłaś SKARB
,,przyjaźń jak nieśmiertelnik - to blady kwiatek, ale nie więdnący nigdy''
,,Nie ten przyjaciel, co w pogodnej chwili, swą życzliwością życie ci umili, lecz ten co w klęsce, samotnej godzinie sztandar przyjaźni nad głową rozwinie''
Przyjaźń to największy skarb
który jest ukryty na dnie serca
przyjaźń to niewidzialna nić
która łączy ludzi
przyjaźń to pokój duszy
który daje poczucie potrzeby
przyjaźń to rozległa przestrzeń
która prowadzi do jedności
przyjaźń to wartość
której nie da się wycenić
przyjaźń to przygoda
która jest nasączona odpowiedzialnością!
wypracowałam własną drogę
prostą, jasną, szeroką, czystą
i żadną inną iść nie moge
i nie pozwalam moim myślom
trzymamy się naszego traktu
ja i zachłanne myśli moje
przytupujemy też do taktu
dobrze nam razem iść we dwoje
Zycie życie jest nowelą
czasem piątkiem lub niedzielą
mija szybko każdemu
szczególnie nieco starszemu
ale czasu minionego
pięknie często przeżytego
nic i nikt nam już nie wróci
mamy prawo tym się smucić
smutek nic nam nie pomoże
raczej cieszmy się do woli
kogo siwy włos przystroił
niech twarz swoją stroi .........śmiechem.......!!!
przyjaciel to zaufanie to ktoś kto bierze mnie z wadami i zaletami. patrzy na mnie ciepłymi oczyma, oświetla mi drogę dobrymi radami. jest zawsze przy mnie, lub krok przede mną, a kiedy płaczę siedzi w milczeniu i tylko czuję jak swym zatroskanym ramieniem otula mnie mocno.
Nie płacze z tobą, bo nie potrafi, ale też nie liczy minut, nie myśli że czas który ci poświęca jest czasem straconym. Przyjaciel to połówka mojej duszy, on zna jej zakamarki i choć czasami masz splątane myśli zawsze znajdzie ich początek i poukłada je jak kwiaty w bukiety. przyjaciel powie ci prawdę choć słowa są zimne, lecz spróbuje je ogrzać w dłoniach, jak dobre stare wino które powoli wpływa do naszych żył, w dzisiejszych czasach gdzie człowiek człowiekowi wilkiem, uda ci się spotkać na swej drodze takiego człowieka to znalazłaś SKARB
,,przyjaźń jak nieśmiertelnik - to blady kwiatek, ale nie więdnący nigdy''
,,Nie ten przyjaciel, co w pogodnej chwili, swą życzliwością życie ci umili, lecz ten co w klęsce, samotnej godzinie sztandar przyjaźni nad głową rozwinie''
Przyjaźń to największy skarb
który jest ukryty na dnie serca
przyjaźń to niewidzialna nić
która łączy ludzi
przyjaźń to pokój duszy
który daje poczucie potrzeby
przyjaźń to rozległa przestrzeń
która prowadzi do jedności
przyjaźń to wartość
której nie da się wycenić
przyjaźń to przygoda
która jest nasączona odpowiedzialnością!
wypracowałam własną drogę
prostą, jasną, szeroką, czystą
i żadną inną iść nie moge
i nie pozwalam moim myślom
trzymamy się naszego traktu
ja i zachłanne myśli moje
przytupujemy też do taktu
dobrze nam razem iść we dwoje
Zycie życie jest nowelą
czasem piątkiem lub niedzielą
mija szybko każdemu
szczególnie nieco starszemu
ale czasu minionego
pięknie często przeżytego
nic i nikt nam już nie wróci
mamy prawo tym się smucić
smutek nic nam nie pomoże
raczej cieszmy się do woli
kogo siwy włos przystroił
niech twarz swoją stroi .........śmiechem.......!!!
czwartek, 11 października 2012
o dwóch wilkach
Pewien mistrz, jak to z mistrzami bywa, miał swojego ucznia. Uczeń bardzo często zadawał mu pytania dotyczące natury ludzkiej. Pewnego razu mistrz odpowiada mu tak:
- Synu, wyobraź sobie, że w człowieku żyją dwa wilki. Wilki te, stworzenia silne i dynamiczne, nieustannie toczą ze sobą walkę. Jeden z nich żywi się tym, co dobre i jasne, pozytywnymi emocjami, życzliwością, miłością i radości, tańcem, przyjaźnią, prawdą. Drugi z nich żywi się tym, co ciemne, złością, agresją, bólem, żalem, zazdrością, nienawiścią, zaborczością.
- Mistrzu, jeśli one ze sobą walczą, to któryś kiedyś wygra, prawda? Który? – zapytał uczeń.
- Ten, którego będziesz lepiej karmić. – z uśmiechem odparł mistrz.
środa, 10 października 2012
Dwie możliwości
Michał jest takim człowiekiem za którym raczej się nie przepada. Jest zawsze w dobrym humorze i zawsze ma coś pozytywnego do powiedzenia. Zapytany jak się czuje odpowiedziałby: "Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał!". Był naturalnym motywatorem. Jeśli jakiś pracownik miał zły dzień, Michał zawsze radził mu jak znaleźć pozytywną sytuacji.
Podszedłem więc do Michała i spytałem go: "Nie rozumiem. Nie można być tak pozytywną osobą przez cały czas. Jak ty to robisz?" Michał odpowiedział: "Każdego ranka gdy się budzę mówię sobie - "Michał, masz dzisiaj dwie możliwości - możesz mieć dobry humor albo możesz mieć zły humor". I wtedy wybieram dobry humor. Za każdym razem może wydarzyć się coś dobrego, mogę wybrać albo bycie ofiarą albo wyciągnąć z tego jakąś lekcję dla siebie. I wybieram wyciągnięcie lekcji. Za każdym razem gdy przychodzi ktoś do mnie ponarzekać, mogę wybrać zgodzenie się z nim albo pokazanie mu pozytywnej strony życia. I wtedy wybieram pokazanie mu tej pozytywnej strony." "Zaraz, to nie jest takie proste!" - zaprotestowałem. "Ależ tak, to właśnie takie jest." - odpowiedział Michał. "Życie polega na wyborach. Każda sytuacja jest wyborem. Ty sam wybierasz jak zareagujesz na daną sytuację. Ty wybierasz, jaki wpływ mają ludzie na twoje samopoczucie. To ty wybierasz bycie w dobrym albo złym humorze. Mówiąc krótko - to twój wybór, jak wygląda twoje życie." Zapamiętałem, co powiedział mi wtedy Michał. Krótko potem opuściłem firmę, w której wtedy pracowałem i otworzyłem swoją własną. Straciliśmy kontakt ze sobą, ale często przypominałem sobie Michała, gdy dokonywałem wyborów w moim życiu, zamiast tylko reagować na zmiany sytuacji.
Kilka lat później dowiedziałem się, że Michał miał poważny wypadek. Spadł z rusztowania z wysokości prawie 20 metrów. Po 18-godzinnej operacji i wielu tygodniach rehabilitacji Michał został zwolniony ze szpitala z wszczepionymi w plecy metalowymi prętami. Spotkałem się z nim około 6 miesięcy po wypadku. Kiedy spytałem jak się czuje odpowiedział: "Gdyby było lepiej już bym chyba nie wytrzymał! Chcesz zobaczyć moje blizny?" Nie chciałem, ale zapytałem o czym myślał w chwili wypadku. "Pierwsze, co mi przyszło do głowy to moja córka, która niedługo miała się urodzić." - odpowiedział Michał. "Później, gdy już leżałem na ziemi, pomyślałem sobie, że mam dwie możliwości: mogę wybrać - żyć albo umrzeć. Wybrałem życie." "Nie byłeś przerażony? Nie straciłeś przytomności?" - spytałem. Michał kontynuował: "Moi znajomi byli wspaniali. Mówili mi, że wszystko będzie dobrze. Aż do momentu, kiedy zawieźli mnie do szpitala i zobaczyłem twarze lekarzy i pielęgniarek - wtedy naprawdę się przeraziłem. W ich oczach wyczytałem - "ten facet już nie żyje".
Wiedziałem, że muszę coś zrobić." "I co zrobiłeś?" - spytałem. "Była tam taka duża, tęga pielęgniarka wykrzykująca różne pytania do mnie." - opowiadał dalej Michał. "Spytała, czy jestem na coś uczulony." "Tak" - odpowiedziałem. Lekarze i pielęgniarki przestali pracować, czekając na moją odpowiedź. Wziąłem głęboki oddech krzyknąłem "Grawitację". Oni zaśmiali się, a ja powiedziałem "Wybieram życie. Operujcie mnie jak żywego, a nie jak martwego." Michał przeżył dzięki umiejętnościom lekarzy, ale również dzięki swojej niesamowitej postawie Nauczyłem się od niego, że codziennie możemy żyć pełnym życiem. To nasz wybór. Postawa jest wszystkim.
Masz teraz dwie możliwości:
1. Wyrzucić tę historię i zapomnieć.
2. Opowiedzieć ją ludziom, na których ci zależy.
***
Czas na refleksje
Działo się to dawno a może nie dawno, nie jest to istotne. Pewien Bogaty Człowiek, postanowił odebrać sobie życie, ponieważ stwierdził, że już dłużej nie może tak szybko żyć. Wiecznie tylko praca, praca, praca w domu stał się Gościem. Ale z drugiej strony nie potrafił się z tej matni wyzwolić. Ten stan spowodował, że nie widział innej możliwości jak tylko wysiąść z tego pociągu, jakim jest życie.
Jak postanowił tak też szukał okazji do zrealizowania swego pomysłu. Tak się jednak złożyło, że spotkał swego Znajomego z wojska. Bardzo się ucieszył na to spotkanie. W czasie rozmowy nasz Bohater zwierzył się ze swego postanowienia. Wtedy to Znajomy z wojska zaprosił Go do siebie. Z początkowymi oporami, ale jednak nasz Bogaty Człowiek zdecydował się ze Znajomym udać do jego domu.
Było dla Niego wielkim zaskoczeniem, że ów Znajomy to Zakonnik a Domem jego jest Klasztor. Wtedy przypomniał sobie, że już dawno nie był w Kościele, już dawno się nie modli bo zawsze mówił nie mam czasu. Zakonnik zaprowadził Bogatego Człowieka do celi powiedział mu, że może być tu tak długo jak zechce i aby swe postanowienie jeszcze raz przemyślał. Bogaty Człowiek spytał się czy może wykonać jeszcze parę telefonów do swoich firm na co Zakonnik mu odparł: Przecież chcesz się zabić to po co się jeszcze martwisz o firmę zostaw to. I odszedł.
Bogaty Człowiek usiadł na łóżku w swojej celi i zaczął wzrokiem wodzić po skromnym wystroju. I rozmyślał. Rozmyślał o życiu, o czasie, o Rodzinie, o Przyjaciołach, o Śmierci, o Bogu, o Radości, o Szczęściu, o Miłości, o...
Minęły cztery tygodnie Ubogi Człowiek, ale Radosny przychodzi do Zakonnika i mówi Mu: dziękuję Ci, żeś mnie tu przyprowadził to był piękny czas. Czas zatrzymania, czas, w którym odkryłem, że jestem Człowiekiem ale, że nie zawsze potrafiłem zachować się jak Człowiek. Był to czas, który pozwolił mi zrozumieć, że nie wszystko zależy ode mnie i nie ja o wszystkim decyduję. Czas, w który zrozumiałem, że jedno, o co w życiu chodzi to MIŁOŚĆ. A ja o tym zapomniałem i to zapomnienie kosztowałoby mnie Wieczne Zapomnienie.
A czy Ty nie myślisz się zatrzymać i na nowo zobaczyć, że najważniejsza jest MIŁOŚĆ.
***
wtorek, 2 października 2012
Miłość
,,Można stać nieruchomo w nurcie strumienia
ale nie w ludzkim świecie''
Miłość to jedyny skarb który rozmnaża się przez dzielenie, to jedyny dar rosnący tym bardziej im więcej się z niego czerpie.
to jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia, im więcej się wydaje.
podaruj ją, rzuć daleko od siebie, rozprosz na cztery strony świata, opróżnij z niej kieszenie, wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz mieć jej więcej niż dotychczas.
miłość jest rozkosznym kwiatem, ale trzeba mieć odwagę zerwać go na krawędzi przepaści.
Nie ograniczaj się do istnienia ........... Zyj!!
Nie ograniczaj się do dotykania .........Odczuwaj!!
Nie ograniczaj się do patrzenia .........Zobacz!!
Nie ograniczaj się do słuchania ........Usłysz!!
Nie ograniczaj się do mówienia ......Powiedz coś!!
(Bruno Ferero)
ale nie w ludzkim świecie''
Miłość to jedyny skarb który rozmnaża się przez dzielenie, to jedyny dar rosnący tym bardziej im więcej się z niego czerpie.
to jedyne przedsięwzięcie, w którym tym więcej się zarabia, im więcej się wydaje.
podaruj ją, rzuć daleko od siebie, rozprosz na cztery strony świata, opróżnij z niej kieszenie, wysyp ją z koszyka, a nazajutrz będziesz mieć jej więcej niż dotychczas.
miłość jest rozkosznym kwiatem, ale trzeba mieć odwagę zerwać go na krawędzi przepaści.
Nie ograniczaj się do istnienia ........... Zyj!!
Nie ograniczaj się do dotykania .........Odczuwaj!!
Nie ograniczaj się do patrzenia .........Zobacz!!
Nie ograniczaj się do słuchania ........Usłysz!!
Nie ograniczaj się do mówienia ......Powiedz coś!!
(Bruno Ferero)
poniedziałek, 1 października 2012
Małżeństwo???
Małżeństwo!!!
Żyło sobie zwyczajne małżeństwo. Mąż miał na imię Jan, a żona Helena. Mąż po pracy siadał w fotelu i oglądał telewizor lub czytał gazetę. Żona jego, Helena, przygotowywała kolację. Podając mężowi kolację, ciągle burczała, że on w domu nic pożytecznego nie robi, pieniędzy mało zarabia... Jana denerwowało burczenie żony. Ale nie odpowiadał jej obraźliwie, tylko w myślach sam do siebie mówił: "Sama – leń i flejtuch, a jeszcze innych poucza. Kiedy braliśmy ślub, była całkiem inna – piękna i czuła".
Pewnego razu, wracając do domu, w myślach zwrócił się do Boga: – Boże mój, Boże mój! Nie układa się to moje życie. Czy całe wieki będę się męczył z taką zrzędliwą i brzydką żoną? To męczarnia, a nie życie.
I nagle usłyszał Jan cichy głos Boga:
– Mój synu, twojemu nieszczęściu mógłbym zaradzić i dać ci piękną Boginię za żonę, lecz jeśli sąsiedzi zobaczą nagłą odmianę twego losu, to w wielkie zdumienie wpadną. Zróbmy tak: ja twoją żonę stopniowo będę zmieniał, wcielając w nią ducha Bogini i poprawiając jej wygląd zewnętrzny.
Ale zapamiętaj również to, że gdy z Boginią chcesz żyć, to i twoje życie godne Bogini winno być.
– Dziękuję Ci, Boże. Dla Bogini to każdy mężczyzna swoje życie zmieni. Powiedz mi tylko: kiedy zmiany w mojej żonie zaczniesz robić?
– Nieznacznie zmienię ją już teraz. I z każdą chwilą będę dokonywał zmian na lepsze.
Jan wszedł do domu i usiadł w fotelu, z gazetą przed telewizorem. Lecz jakoś mu nie idzie czytanie ani oglądanie. Niecierpliwi się, by spojrzeć – czy chociaż ciut, ciut się zmienia jego żona?
Wstał, otworzył drzwi do kuchni, ramieniem oparł się o futrynę i uważnie zaczął się jej przyglądać.
Stała odwrócona plecami i zmywała naczynia po kolacji. Helena poczuła wzrok na sobie i odwróciła się do drzwi. Ich oczy się spotkały. Jan, patrząc na żonę, myślał: "Nie, żadne zmiany w mojej żonie nie zaszły".
Helena, widząc niezwykłe zainteresowanie męża i nic nie rozumiejąc, odruchowo poprawiła swoje włosy. Rumieńcem oblały się jej policzki, gdy zapytała:
– Co ty, Janie, tak mi się przypatrujesz?
Nie wymyśliwszy nic lepszego, Jan odrzekł zmieszany
– Może pomóc ci naczynia zmywać? Tak mi jakoś przyszło do głowy...
– Naczynia? Pomóc mi? – cicho pytaniem na pytanie odpowiedziała zdziwiona żona, zdejmując upaćkany fartuch. – Już je właśnie umyłam.
"No tak, dosłownie w oczach zachodzą u niej zmiany – pomyślał Jan – raptem piękniejsza się zrobiła". I sam zaczął wycierać naczynia.
Na drugi dzień z niecierpliwością spieszył Jan po pracy do domu. Bardzo chciał popatrzeć, jak się przemienia jego zrzędliwa żona.
"Może dużo już jest w niej z Bogini? A ja wciąż taki sam jak dawniej. Na wszelki wypadek kupię kwiaty." Otworzył drzwi do domu i osłupiał z wrażenia.
Przed nim stała Helena w wyjściowej sukni, tej samej, którą kupił jej rok temu. Elegancko uczesana, ze wstążką w włosach. Zmieszany, niezdarnie podał kwiaty, nie odrywając wzroku od Heleny.
A ona wzięła kwiaty, wydała cichy okrzyk zaskoczenia i opuszczając rzęsy, oblała się rumieńcem.
"Ach, jakie przepiękne rzęsy mają Boginie! Jakie są wrażliwe! Jakie niezwykłe jest ich wewnętrzne piękno i zewnętrzny wygląd!"
I Jan z kolei wykrzyknął z zaskoczenia, widząc na stole zastawę od, serwisu, dwie zapalone świece i dwa kielichy do wina oraz dania kuszące boskim aromatem.
Kiedy oboje siedli za stołem, Helena nagle poderwała się, mówiąc:
– Zapomniałam włączyć telewizor, gazety masz tutaj.
– Nie trzeba – odpowiedział Jan szczerze. – Lepiej powiedz, jak chciałabyś spędzić jutrzejszy dzień?
– A ty? – zapytała zdumiona Helena.
– Przez przypadek kupiłem dwa bilety do teatru. Ale w dzień może zechcesz się przejść po sklepach. Trzeba by najpierw pójść do sklepu i kupić ci odpowiedni strój. (O mały włos nie powiedział: "strój godny Bogini")
Zmieszał się, spojrzał na żonę i aż krzyknął z zachwytu.
Przed nim za stołem, z tajemniczym, nieco pytającym uśmiechem,
z promieniującą szczęściem twarzą i blaskiem w oczach
siedziała Bogini.
Chcesz zmian??? zacznij zmieniać siebie!!!
Żyło sobie zwyczajne małżeństwo. Mąż miał na imię Jan, a żona Helena. Mąż po pracy siadał w fotelu i oglądał telewizor lub czytał gazetę. Żona jego, Helena, przygotowywała kolację. Podając mężowi kolację, ciągle burczała, że on w domu nic pożytecznego nie robi, pieniędzy mało zarabia... Jana denerwowało burczenie żony. Ale nie odpowiadał jej obraźliwie, tylko w myślach sam do siebie mówił: "Sama – leń i flejtuch, a jeszcze innych poucza. Kiedy braliśmy ślub, była całkiem inna – piękna i czuła".
Pewnego razu, wracając do domu, w myślach zwrócił się do Boga: – Boże mój, Boże mój! Nie układa się to moje życie. Czy całe wieki będę się męczył z taką zrzędliwą i brzydką żoną? To męczarnia, a nie życie.
I nagle usłyszał Jan cichy głos Boga:
– Mój synu, twojemu nieszczęściu mógłbym zaradzić i dać ci piękną Boginię za żonę, lecz jeśli sąsiedzi zobaczą nagłą odmianę twego losu, to w wielkie zdumienie wpadną. Zróbmy tak: ja twoją żonę stopniowo będę zmieniał, wcielając w nią ducha Bogini i poprawiając jej wygląd zewnętrzny.
Ale zapamiętaj również to, że gdy z Boginią chcesz żyć, to i twoje życie godne Bogini winno być.
– Dziękuję Ci, Boże. Dla Bogini to każdy mężczyzna swoje życie zmieni. Powiedz mi tylko: kiedy zmiany w mojej żonie zaczniesz robić?
– Nieznacznie zmienię ją już teraz. I z każdą chwilą będę dokonywał zmian na lepsze.
Jan wszedł do domu i usiadł w fotelu, z gazetą przed telewizorem. Lecz jakoś mu nie idzie czytanie ani oglądanie. Niecierpliwi się, by spojrzeć – czy chociaż ciut, ciut się zmienia jego żona?
Wstał, otworzył drzwi do kuchni, ramieniem oparł się o futrynę i uważnie zaczął się jej przyglądać.
Stała odwrócona plecami i zmywała naczynia po kolacji. Helena poczuła wzrok na sobie i odwróciła się do drzwi. Ich oczy się spotkały. Jan, patrząc na żonę, myślał: "Nie, żadne zmiany w mojej żonie nie zaszły".
Helena, widząc niezwykłe zainteresowanie męża i nic nie rozumiejąc, odruchowo poprawiła swoje włosy. Rumieńcem oblały się jej policzki, gdy zapytała:
– Co ty, Janie, tak mi się przypatrujesz?
Nie wymyśliwszy nic lepszego, Jan odrzekł zmieszany
– Może pomóc ci naczynia zmywać? Tak mi jakoś przyszło do głowy...
– Naczynia? Pomóc mi? – cicho pytaniem na pytanie odpowiedziała zdziwiona żona, zdejmując upaćkany fartuch. – Już je właśnie umyłam.
"No tak, dosłownie w oczach zachodzą u niej zmiany – pomyślał Jan – raptem piękniejsza się zrobiła". I sam zaczął wycierać naczynia.
Na drugi dzień z niecierpliwością spieszył Jan po pracy do domu. Bardzo chciał popatrzeć, jak się przemienia jego zrzędliwa żona.
"Może dużo już jest w niej z Bogini? A ja wciąż taki sam jak dawniej. Na wszelki wypadek kupię kwiaty." Otworzył drzwi do domu i osłupiał z wrażenia.
Przed nim stała Helena w wyjściowej sukni, tej samej, którą kupił jej rok temu. Elegancko uczesana, ze wstążką w włosach. Zmieszany, niezdarnie podał kwiaty, nie odrywając wzroku od Heleny.
A ona wzięła kwiaty, wydała cichy okrzyk zaskoczenia i opuszczając rzęsy, oblała się rumieńcem.
"Ach, jakie przepiękne rzęsy mają Boginie! Jakie są wrażliwe! Jakie niezwykłe jest ich wewnętrzne piękno i zewnętrzny wygląd!"
I Jan z kolei wykrzyknął z zaskoczenia, widząc na stole zastawę od, serwisu, dwie zapalone świece i dwa kielichy do wina oraz dania kuszące boskim aromatem.
Kiedy oboje siedli za stołem, Helena nagle poderwała się, mówiąc:
– Zapomniałam włączyć telewizor, gazety masz tutaj.
– Nie trzeba – odpowiedział Jan szczerze. – Lepiej powiedz, jak chciałabyś spędzić jutrzejszy dzień?
– A ty? – zapytała zdumiona Helena.
– Przez przypadek kupiłem dwa bilety do teatru. Ale w dzień może zechcesz się przejść po sklepach. Trzeba by najpierw pójść do sklepu i kupić ci odpowiedni strój. (O mały włos nie powiedział: "strój godny Bogini")
Zmieszał się, spojrzał na żonę i aż krzyknął z zachwytu.
Przed nim za stołem, z tajemniczym, nieco pytającym uśmiechem,
z promieniującą szczęściem twarzą i blaskiem w oczach
siedziała Bogini.
Chcesz zmian??? zacznij zmieniać siebie!!!
Życie po
Bliźniaczki
"W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią....
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałam czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później."
czego przykładem jesteśmy my bliźniaczki
"W brzuchu ciężarnej kobiety były bliźniaki. Pierwszy zapytał się drugiego:
- Wierzysz w życie po porodzie?
- Jasne. Coś musi tam być. Mnie się wydaje, że my właśnie po to tu jesteśmy, żeby się przygotować na to co będzie potem.
- Głupoty. Żadnego życia po porodzie nie ma. Jak by miało wyglądać?
- No nie wiem, ale będzie więcej światła. Może będziemy biegać, a jeść buzią....
- No to przecież nie ma sensu! Biegać się nie da! A kto widział żeby jeść ustami! Przecież żywi nas pępowina.
- No ja nie wiem, ale zobaczymy mamę a ona się będzie o nas troszczyć.
- Mama? Ty wierzysz w mamę? Kto to według Ciebie w ogóle jest?
- No przecież jest wszędzie wokół nas... Dzięki niej żyjemy. Bez niej by nas nie było.
- Nie wierzę! Żadnej mamy jeszcze nie widziałam czyli jej nie ma...
- No jak to? Przecież jak jesteśmy cicho, możesz posłuchać jak śpiewa, albo poczuć jak głaszcze nasz świat. Wiesz, ja myślę, że prawdziwe życie zaczyna się później."
czego przykładem jesteśmy my bliźniaczki
niedziela, 30 września 2012
Babie Lato
Srebrna nitka
tkał pajęczak nitkę srebrną
było babie lato
jesień piękna jak królewna
malowała kwiaty
ubierała drzewom liście
przepiękną purpurą
było cicho i złociście
chmurka mknęła górą
świat się mienił kolorami
w rozgwieżdżone noce
w sadach miękkie jak aksamit
spadały owoce
jarzębiny czerwieniały
wiatr leszczyny zginał
a pajęczak zwinny, mały
siatkę swą rozpinał
a gdy utkał nitkę długą
z klonu pożółkłego
wspiął się w księżycową smugę
do nieba samego
tkał pajęczak nitkę srebrną
było babie lato
jesień piękna jak królewna
malowała kwiaty
ubierała drzewom liście
przepiękną purpurą
było cicho i złociście
chmurka mknęła górą
świat się mienił kolorami
w rozgwieżdżone noce
w sadach miękkie jak aksamit
spadały owoce
jarzębiny czerwieniały
wiatr leszczyny zginał
a pajęczak zwinny, mały
siatkę swą rozpinał
a gdy utkał nitkę długą
z klonu pożółkłego
wspiął się w księżycową smugę
do nieba samego
Kolory
Gra kolorów
Uciekły mi z życia kolory
jeszcze ślad jakiś się majaczy
rozwichrzone floresy, wzory
barw żadnych się tam nie dopatrzę
tak często tęsknię do błękitu
by mnie otulił całą szczelnie
mam serce pełne niedosytu
i być może chore - śmiertelnie
tak często tęsknie do zieleni
do tej nadziei wszechmogącej
chociaż mi losu nie odmieni
- da leki uspokajające
łąki trawy nieogarnięte
i lasy kojąco szumiące
wszystko co czyste dobre święte
muśnięte bladym letnim słońcem
tylko czerwieni nie chcę znać
już dosyć łez przez nią wylałam
był czas - kiedy nie mogłam spać
bo beznadziejnie cię kochałam
pięknie dziękuję za odwiedzinki, mam nadzieję że tu wrócisz i znajdziesz coś dla siebie do poczytania.
Uciekły mi z życia kolory
jeszcze ślad jakiś się majaczy
rozwichrzone floresy, wzory
barw żadnych się tam nie dopatrzę
tak często tęsknię do błękitu
by mnie otulił całą szczelnie
mam serce pełne niedosytu
i być może chore - śmiertelnie
tak często tęsknie do zieleni
do tej nadziei wszechmogącej
chociaż mi losu nie odmieni
- da leki uspokajające
łąki trawy nieogarnięte
i lasy kojąco szumiące
wszystko co czyste dobre święte
muśnięte bladym letnim słońcem
tylko czerwieni nie chcę znać
już dosyć łez przez nią wylałam
był czas - kiedy nie mogłam spać
bo beznadziejnie cię kochałam
pięknie dziękuję za odwiedzinki, mam nadzieję że tu wrócisz i znajdziesz coś dla siebie do poczytania.
sobota, 29 września 2012
Absynt
kielich absyntu przede mną
a wokół już pusto i ciemno
ten eliksir mnie rozgrzeje
przywoła nowe nadzieje
co piękne - będzie realne
a co nie - będzie trywialne
wyrzucone do śmietnika
niech brzydota wszelka znika
świat niechaj rajem się jawi
o zawrót głowy przyprawi
i jeszcze jedną szklanicę
potem za pędzel chwycę
pomaluję szmaragdami
tę drogę, co między nami
wróżka już szepce namiętnie
będzie pięknie, będzie pięknie
no to może trzecia szklanka
by w sercu nie było manka
na czwartą już się nie skuszę
zaprzedam diabłu duszę
mam już omamy wzrokowe
oczywiście szmaragdowe.
a wokół już pusto i ciemno
ten eliksir mnie rozgrzeje
przywoła nowe nadzieje
co piękne - będzie realne
a co nie - będzie trywialne
wyrzucone do śmietnika
niech brzydota wszelka znika
świat niechaj rajem się jawi
o zawrót głowy przyprawi
i jeszcze jedną szklanicę
potem za pędzel chwycę
pomaluję szmaragdami
tę drogę, co między nami
wróżka już szepce namiętnie
będzie pięknie, będzie pięknie
no to może trzecia szklanka
by w sercu nie było manka
na czwartą już się nie skuszę
zaprzedam diabłu duszę
mam już omamy wzrokowe
oczywiście szmaragdowe.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


































