Bombowa opowieść Felieton
To było piękne,
słoneczne i suche lato. Oboje z mężem
byliśmy na urlopie. Moje dziecko miało wówczas cztery albo pięć lat. W mieście trwały roboty melioracyjne.
Ponieważ moja posesja graniczy z rowem który był meliorowany, w moim ogrodzie
składowano sterty ziemi wykopanej z rowu. Dla dzieci to była wielka frajda.
Obserwowały prawdziwe koparki na podwórku. Każdy z chłopców marzył o tym, by
być operatorem tej koparki. Pryzma ziemi się powiększała. Chłopcy urządzili sobie zabawę.
Zjeżdżali z wysokiej sterty wilgotnej
ziemi. Po dwóch czy trzech dniach roboty skończono. Jeden z operatorów koparki
żegnając się powiedział: Tam na stercie ziemi położyliśmy pocisk. Po czym wskoczył szybko do koparki i
odjechał.
Ja i mąż staliśmy jak wryci, nie mogąc powiedzieć słowa. Gdy
doszliśmy do siebie, odesłaliśmy dzieci do domu, a sami poszliśmy z mężem
obejrzeć ten pocisk. To był wielki
przeciwlotniczy niewypał!
Zastanawialiśmy się co
zrobić. Doszliśmy do wniosku że trzeba zawiadomić milicję. Mąż poszedł na komisariat. Tam powiedziano
mu, że to nie należy do ich kompetencji,
to trzeba zgłosić w gminie. Poszedł więc
do urzędu.
A tam rozłożyli ręce. Powiedzieli, że nie mają takiej
jednostki, która się zajmuje podobnymi sprawami.
Mąż bardzo się zdenerwował. Powiedział: Skoro nie macie
nikogo, kto by zabrał ten niewybuch, to ja przyniosę wam go w koszyku i tę bombę zostawię w tym pokoju. Co wy sobie myślicie?! Mam własne dzieci
narażać, bo wy nie wiecie co zrobić???
Poskutkowało. Zanim mąż
dotarł do domu, pod brama stał już urzędnik z gminy, by sprawdzić co to za
bomba. Wchodzą więc na posesję i co
widzą?? Dwaj mali chłopcy nasz syn i syn sąsiadów zapierając się mocno dźwigają
tę bombę, taszcząc ją pod dom.
Panowie widząc to osłupieli.
Mąż powiedział do dzieci, usiłując zachować spokój: Słuchajcie chłopcy,
połóżcie tę zabawkę, mama dla was przygotowała inną, fajniejszą, idźcie
zobaczyć.
Chłopcy rzucili tę bombę i pobiegli do domu. Panowie przykryli niewypał wielką wanną.
Przysypali ziemią żeby chłopcom nie przyszło
do głowy manipulować przy bombie.
No i okazało się, że w urzędzie znaleźli sposób, bez powoływania
specjalnej jednostki. Zadzwonili do saperów.
Czekaliśmy na nich dwa dni. To były dwa dni pełne strachu, napięcia i
czuwania nad dziećmi, które wtedy nawet na swoim podwórku nie były bezpieczne.
Nie kopiuj prawa autorskie
Nie kopiuj prawa autorskie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz