i istotnie był to wielki niewypał tak duży jak przeciw lotniczy, nie znam się na tym ale wyglądał nieciekawie delikatnie mówiąc. Zastanawialiśmy się co zrobić i doszliśmy do wniosku że trzeba zawiadomić wówczas milicję, i natychmiast mąż poszedł. Na komisariacie powiedziano że to nie należy do ich kompetencji, to trzeba zgłosić w gminie, więc poszedł do Gniny, a tam rozkładają ręce, oni nie mają takiej komórki która się zajmuje takimi sprawami, mąż się strasznie zdenerwował i powiedział …… skoro nie macie komórki to ja wam dam koszyk i w nim za chwilę przyniosę tę bombę postawię w tym pokoju. Ja mam dzieci na podwórku, mam dzieci narażać bo wy nie macie komórki by się tym zajęła??? I wyszedł z myślą że zaniesie bombę do urzędu. Wracając do domu tuż przed bramą równocześnie przyjechał pan z gminy obejrzeć czy to bomba i ustalić z nami co zrobić, wchodzą więc na posesję i co widzą?? Dwaj mali chłopcy nasz syn i syn sąsiadów zapierając się mocno dźwigają tę bombę pod dom, panowie widząc to zdrętwieli nie wiedząc co zrobić, w tem mąż mówi do chłopców łagodnym spokojnym głosem, …….. słuchajcie chłopcy połóżcie tę zabawkę, mama dla was przygotowała fajną zabawę, idźcie coś wam pokaże ……… chłopcy rzucili tę bombę i pobiegli zobaczyć coś fajnego, a panowie przykryli bombę wielką wanną przysypali ziemią żeby chłopcom nie przyszło do głowy wynieść, a może i próbować rozbroić. W urzędzie znalazła się komórka, która zadzwoniła do saperów, ale na saperów czekaliśmy dwa dni, te dni były pełne strachu napięcia i czuwania nad dziećmi bo nawet na swoim podwórku nie były bezpieczne.
niedziela, 29 kwietnia 2012
Niewypał
Opowiem wam dziś swoją historię, działo się to w naszym mieście, to było piękne słoneczne i suche lato, czas wakacyjny, a ja i mąż byliśmy na urlopie, były lata osiemdziesiąte, dokładnie nie pamiętam, moje dziecko miało wówczas cztery albo pięć lat, a syn sąsiadów o rok starszy, w mieście robiono meliorację, a ponieważ moja posesja graniczy z rowem który był meliorowany więc na moją posesję składowano sterty ziemi z tegoż rowu, dla dzieci to była wielka frajda, były prawdziwe koparki na podwórku, każdy z chłopców od razu chciał być operatorem tej koparki, pryzma ziemi się powiększała, więc chłopcy mieli zabawę zjeżdżać z wysokiej sterty. Po dwóch czy trzech dniach jak już prace były skończone jeden z panów operatorów żegnając się powiedział, ….. tam na stercie ziemi położyliśmy pocisk……… wskoczył szybko do koparki i odjechał, a ja i mąż staliśmy jak wryci nie mogąc powiedzieć słowa. Gdy doszliśmy do siebie zabraliśmy dzieci do domu, poszliśmy z mężem obejrzeć ten zostawiony pocisk,

i istotnie był to wielki niewypał tak duży jak przeciw lotniczy, nie znam się na tym ale wyglądał nieciekawie delikatnie mówiąc. Zastanawialiśmy się co zrobić i doszliśmy do wniosku że trzeba zawiadomić wówczas milicję, i natychmiast mąż poszedł. Na komisariacie powiedziano że to nie należy do ich kompetencji, to trzeba zgłosić w gminie, więc poszedł do Gniny, a tam rozkładają ręce, oni nie mają takiej komórki która się zajmuje takimi sprawami, mąż się strasznie zdenerwował i powiedział …… skoro nie macie komórki to ja wam dam koszyk i w nim za chwilę przyniosę tę bombę postawię w tym pokoju. Ja mam dzieci na podwórku, mam dzieci narażać bo wy nie macie komórki by się tym zajęła??? I wyszedł z myślą że zaniesie bombę do urzędu. Wracając do domu tuż przed bramą równocześnie przyjechał pan z gminy obejrzeć czy to bomba i ustalić z nami co zrobić, wchodzą więc na posesję i co widzą?? Dwaj mali chłopcy nasz syn i syn sąsiadów zapierając się mocno dźwigają tę bombę pod dom, panowie widząc to zdrętwieli nie wiedząc co zrobić, w tem mąż mówi do chłopców łagodnym spokojnym głosem, …….. słuchajcie chłopcy połóżcie tę zabawkę, mama dla was przygotowała fajną zabawę, idźcie coś wam pokaże ……… chłopcy rzucili tę bombę i pobiegli zobaczyć coś fajnego, a panowie przykryli bombę wielką wanną przysypali ziemią żeby chłopcom nie przyszło do głowy wynieść, a może i próbować rozbroić. W urzędzie znalazła się komórka, która zadzwoniła do saperów, ale na saperów czekaliśmy dwa dni, te dni były pełne strachu napięcia i czuwania nad dziećmi bo nawet na swoim podwórku nie były bezpieczne.
i istotnie był to wielki niewypał tak duży jak przeciw lotniczy, nie znam się na tym ale wyglądał nieciekawie delikatnie mówiąc. Zastanawialiśmy się co zrobić i doszliśmy do wniosku że trzeba zawiadomić wówczas milicję, i natychmiast mąż poszedł. Na komisariacie powiedziano że to nie należy do ich kompetencji, to trzeba zgłosić w gminie, więc poszedł do Gniny, a tam rozkładają ręce, oni nie mają takiej komórki która się zajmuje takimi sprawami, mąż się strasznie zdenerwował i powiedział …… skoro nie macie komórki to ja wam dam koszyk i w nim za chwilę przyniosę tę bombę postawię w tym pokoju. Ja mam dzieci na podwórku, mam dzieci narażać bo wy nie macie komórki by się tym zajęła??? I wyszedł z myślą że zaniesie bombę do urzędu. Wracając do domu tuż przed bramą równocześnie przyjechał pan z gminy obejrzeć czy to bomba i ustalić z nami co zrobić, wchodzą więc na posesję i co widzą?? Dwaj mali chłopcy nasz syn i syn sąsiadów zapierając się mocno dźwigają tę bombę pod dom, panowie widząc to zdrętwieli nie wiedząc co zrobić, w tem mąż mówi do chłopców łagodnym spokojnym głosem, …….. słuchajcie chłopcy połóżcie tę zabawkę, mama dla was przygotowała fajną zabawę, idźcie coś wam pokaże ……… chłopcy rzucili tę bombę i pobiegli zobaczyć coś fajnego, a panowie przykryli bombę wielką wanną przysypali ziemią żeby chłopcom nie przyszło do głowy wynieść, a może i próbować rozbroić. W urzędzie znalazła się komórka, która zadzwoniła do saperów, ale na saperów czekaliśmy dwa dni, te dni były pełne strachu napięcia i czuwania nad dziećmi bo nawet na swoim podwórku nie były bezpieczne.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz